środa, 11 listopada 2009
Moralność
W większości przypadków moralność większości ludzi kojarzy się tylko z jedną sferą - seksem. Ostatnio miałam rozmowę z koleżanką ze studiów na temat różnic między moim kościołem a jej. Nie pytała o teologię, nie pytała o nawrócenie, nie pytała o symbolikę chrztu. Zapytała tylko: "a wy przestrzegacie przykazania nie cudzołóż?". Powiedziałam jej wtedy, że to jest właśnie wypaczone spojrzenie naszej kultury. Zaczęła wtedy bardzo stanowczo zaprzeczać, ale ja pomyślałam sobie tylko: dlaczego w takim wypadku nie zapytałaś o inne przykazania?
Grzechy w sferze seksu niczym nie różnią się od tych popełnianych w innych sferach naszego życia. Jednak ludzie w większości myślą inaczej. Dlatego tak trudno wśród osób wychowanych w naszej kulturze, szczególnie tych starszych, przekonywać ich że coś robią złego w swoim życiu, że coś jest nie tak w tym co robią - no bo jak pokazać komuś że coś robi nie tak, skoro on nawet o rzekomo złych sprawach nie myśli?
Stąd tak duże wypieki na twarzach budzą homoseksualiści, biseksualiści, pedofile, ludzie którzy żyją w poligamicznych związkach, prostytutki, zoofile... Można przykłady mnożyć.
Ale nie zwraca się zupełnie uwagi na inne złe rzeczy. Nikogo nie obchodzi to, że ktoś zaniża swoje dochody w zeznaniach podatkowych, przez palce patrzy się na lewe zwolnienia lekarskie. Jeszcze nie tak dawno o kimś, kto wynosił z zakładów pracy różne rzeczy mówiło się że jest "zaradny". Tu lista jest naprawdę długa, kto wie czy nie dłuższa niż zła seksualne.
Stąd też bierze się hipokryzja. Większość ludzi myśli o sobie że jest w porządku - bo myślą że skoro "nie robią" pewnych rzeczy, to automatycznie oznacza to że są lepsi od tych którzy je "robią".
Warto się nad tym zastanowić. Na ile rozumiemy naszą moralność biblijnie a na ile - ludzko i kulturowo? Jedno z drugim bowiem nie ma w wielu wypadkach nic wspólnego, choć rzekomo nasza kultura jest oparta na chrześcijaństwie - tylko jakoś tego chrześcijaństwa w tej naszej kulturze nie widać...
niedziela, 8 listopada 2009
Czas błogosławiony
W czasie uroczystości chrztu było nas pięcioro. Odbyło się wszystko na basenie w starej kamienicy w centrum miasta. Na początku pastor wypowiedział krótkie wprowadzenie, dlaczego chrzcimy tak a nie inaczej - dlaczego w wieku świadomym i dlaczego akurat przez zanurzenie, a nie przez polanie wodą głowy czy pokropienie. Potem były pieśni i modlitwa.
Następnie każdy z nas wchodził do wody. Pastor pytał o wiarę - w Boga Ojca, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego. No i potem był ten moment zanurzenia :-) Przyznaję że w pierwszej chwili trudno mi było opanować wyrobiony we mnie przez lata odruch wynurzania się z wody ;)
Po wysuszeniu się porozmawiałam chwilę z JF, Haereticusem i Dzielną, (z JF i Dzielną widzieliśmy się trochę przed uroczystością) - i poszłam do domu.
Od dziś z kolei stałam się oficjalnie członkiem Kościoła Chrześcijan Baptystów w Rzeczpospolitej Polskiej. Dostałam Biblię i różę. Od znajomych też dostałam coś miłego :) Ale jeszcze milszy i ważniejszy był dla mnie czas spędzony z nimi i przede wszystkim z Bogiem.
Na koniec pozwolę sobie zacytować fragment jednej z naszych pieśni zborowych - "Chwała Jezusowi który za mnie życie dał!".
sobota, 7 listopada 2009
Happy New Life...
Wspaniałe uczucie i wspaniały czas.
Co ja mogę więcej napisać? Cokolwiek nie napiszę, komentarz będzie zbędny :-) Radość w moim serduchu jest naprawdę ogromna :-)
Wspaniałe było też to, że mogłam w realu poznać trójkę przesympatycznych i bardzo ciekawych ludzi :-)
To już dziś..
piątek, 6 listopada 2009
Pijaczka w tramwaju
Do tramwaju wsiadła pijana kobieta. Całe osiedle zna ją jako alkoholiczkę. Jednak słyszałam, jak zaczęła na głos zwierzać się zupełnie obcej, eleganckiej pani. O tym, że mąż ją bije, o tym że ma syna narkomana... I że nie ma o tym komu powiedzieć. Pomyślałam sobie - może to właśnie dlatego wpadła w alkohol?
Gdy wysiadła, zaczęły się nieprzychylne i w sumie złośliwe komentarze ze strony pięknie umalowanych i ubranych pań. Pomyślałam wtedy - a w czym one są lepsze od tej alkoholiczki? Czy oszustwa, kłamstwa, fałszowanie podatków, wyciąganie pieniędzy od bliskich którzy sami potrzebują pomocy, robienie kariery kosztem słabszych - ze strony tych "lepszych" - są rzeczywiście lepsze od złych czynów alkoholików, narkomanów i prostytutek?
A potem pewnie i tak takie eleganckie panie pójdą do kościoła, wyspowiadają się i będą wszem i wobec mówić jakie to one dobre. I o nich taka opinia pewnie będzie krążyć.
Albo inaczej - czy "gorsza" jest dziewczyna o której wiadomo że jest puszczalska czy ta która tylko raz pozwoliła chłopakowi na coś więcej niż całus i zaszła w ciążę? A wiemy z życia że bardzo często dzieje się tak, że to właśnie ta druga jest wytykana palcami i często zmuszona do opuszczenia domu.
czwartek, 5 listopada 2009
Jak by to było?
Dzisiejsza Polska w dodatku The Times opisuje rosnącą w Stanach Zjednoczonych popularność ruchu New Age i związane z tym zagrożenia: "Nieprzytomne ofiary leżały na ziemi pozostawione bez opieki, a jeden ze zdezorientowanych uczestników doznał poważnych poparzeń po tym, jak czołgał się po rozgrzanych kamieniach. Taki obraz rysuje się z pierwszych zeznań świadków w sprawie rytuałów New Age na pustyni w Arizonie, zakończonych śmiercią trojga uczestników".Zachęceni wywiadem w programie „The Oprah Winfrey Show” uczestnicy rytualnego oczyszczania, organizowanego przez znanego amerykańskiego szkoleniowca i autora poradników Jamesa Arthura Raya, wpłacili na jego konto po 9695 dolarów, by stać się„duchowymi wojownikami” w jego ośrodku na pustyni w stanie Arizona.Po kilku dniach głodówki, bezsenności i ćwiczeń oddechowych zmieniających aktywność umysłu niektórzy z 50 uczestników zaczęli wymiotować i tracić przytomność. Ci, którzy domagali się przerwania rytuału, zostali zbesztani, a ich prośby o pomoc medyczną rzekomo ignorowano, aż okazało się, że jest za późno – pisze korespondent The Times Chris Ayres.
A mnie wczoraj wzięło na gdybanie. Mianowicie - co by było gdybym nie odrzuciła ideologii New Age, gdybym nadal w nią wierzyła? Jak by wyglądało teraz moje życie?
Wtedy najpierw pomyślałam sobie że aż strach nawet sobie to wyobrażać. Ale potem jednak sobie wyobraziłam. Najpewniej teraz bym nie studiowała. Możliwe, że nawet nie zdałabym matury. A w tej chwili pewnie nie siedziałabym przed kompem i nie pisałabym tej notki, tylko medytowała albo wykonywała jakieś kosmiczne asany albo bym spełniała zachcianki autorytetu. Nie poszłabym też pewnie do żadnej pracy, tylko bym była na jego utrzymaniu albo na zasiłku, a połowę pieniędzy wydawałabym na książki o czakrach, reinkarnacji, magii i innych bzdurach. Nie miałabym znajomych, a jeśli już to tylko aprobowanych przez autorytet, miałabym ciągłą kontrolę myśli, emocji i poczty. Wydawałabym masę pieniędzy na przeróżne talizmany. Nigdy też pewnie nie pogodziłabym się z resztą rodziny i znajomych. Byłabym jak to określił mój przyjaciel kiedyś - "głupiutką Zimbabwe po szkole średniej której każdy by coś wciskał". Pewnie w końcu wylądowałabym w szpitalu - bo wierzyłabym w wątpliwą moc autorytetu a nie brałabym żadnych leków, o ile wcześniej na coś bym nie umarła, jeśli nie na astmę to na coś innego. Byłabym biedna, ciągle wykorzystywana, wierzyłabym nadal we wszystko co by mi powiedział autorytet i ciągle bałabym się coś powiedzieć nie tak albo zrobić coś wbrew jego woli.
To wyraźnie dowodzi żeby nie wierzyć wszystkim ludziom, nawet jeśli wyciągają przyjaźnie ręce i opowiadają fantastyczne rzeczy.
poniedziałek, 2 listopada 2009
Nowa Huta
Nowa Huta, jak pewnie obiło się niejednemu o uszy, nie cieszy się szczególnie dobrą opinią wśród mieszkańców Krakowa (i nie tylko). Jest poza tym ogromna - odległości między jednym przystankiem a drugim nie można porównywać do krótkich dystansów w centrum. W sumie nie ma co się dziwić - przecież jeszcze nie tak dawno to było odrębne miasto...
Wstyd się przyznać, ale praktycznie aż do najnowszych lat mojego życia Nowa Huta była dla mnie praktycznie białą plamą na mapie Krakowa. Kojarzyła mi się tylko z szpetnymi blokowiskami, zapitymi menelami i dresiarzami z siekierami pod kurtką.
Ostatnio to zdanie zaczyna mi się zmieniać. Z relacji osoby która pracuje dość blisko policji i sądów - zdążyłam się dowiedzieć że od paru lat to wcale nie z Nowej Huty jest najwięcej przestępstw.
Dziś wylądowałam na jednym z socrealistycznych osiedli. Muszę przyznać, że mają one jakiś urok, szczególnie w połączeniu z opadającymi jesiennymi liśćmi. Nie spotkałam tam żadnego chuligana. Spokój i cisza, mimo że tuż obok jest kombinat.
Gdy wracałam z tego osiedla na przystanek, zobaczyłam kościół o niezwykłym wyglądzie pod względem architektonicznym. Żałowałam że nie wzięłam aparatu, bo ten budynek naprawdę wygląda niecodziennie.
Gorzej wygląda sprawa Placu Centralnego - na nim rzeczywiście można dostać zawrotu głowy :)
sobota, 31 października 2009
Albo wcale albo na maksa
Niedługo potem miałam przyjemność rozmawiać z inną osobą. Według niej Bóg (chrześcijański) istnieje. Ale nic poza tym dla niej nie wynika. Nie wierzy ani w Biblię ani w jej treść, ani w to że Bóg działa w jakikolwiek sposób.
Moim zdaniem jeśli się w coś wierzy, to powinna to być wiara na maksa. Albo w ogóle. Niestety większość tak zwanych "wierzących" w rzeczywistości nie traktuje Boga poważnie. To ja w takim wydaniu już wolę szczerych ateistów - ci przynajmniej nie udają.
środa, 28 października 2009
Cena uczniostwa
Opowiedział mi przy tym ciekawą historię:
Pewien ksiądz na kazaniu zapytał ludzi w kościele:
- Ilu z was chce być zbawionym? -
Wtedy wszyscy podnieśli ręce w górę. Ksiądz uśmiechnął się i powiedział:
- To bardzo ładnie że tylu chce być zbawionymi. A teraz zapytam was: ilu chce być świętymi? -
Wtedy ręce podniosły dwie, trzy osoby. Ksiądz na to powiedział:
- A ja zadałem przecież właściwie to samo pytanie. -
Cena jest wysoka. Nie mogę oglądać się w tył, wstecz do swojego starego życia, nie w sensie wspomnień, ale w sensie powrotu do niego. A kto kocha bardziej cokolwiek od Pana, ten nie może być Jego uczniem. To, jak teraz zmieniamy się tu i teraz, przygotowuje nas do przyszłego, nowego życia.
Sama zmieniam się i to bardzo. Choć wielu mi mówi - jesteś naiwna, jesteś zbyt ufna wobec ludzi, jesteś głupia. Świat tak mówi. Ma prawo tak mówić i to jest naturalne, bo dla świata normalne jest robienie kariery, wykorzystywanie bliźnich do swoich celów i ciągłe zabieganie o to, co przemija.
Chrześcijaństwo tym właśnie różni się od innych religii, że nakazuje miłość nawet nieprzyjaciół. Z innych religii najdalej posunął się Gandhi w hinduizmie - biernym oporem. Ale i to jest różnica, różnica jakościowa. Bo jednak bierny opór to nie to samo co miłość nieprzyjaciela. A nieprzyjacielem niekoniecznie musi być człowiek z karabinem i nożem. To może być każdy - sąsiad, rodzic, kuzyn, ciotka, kolega lub koleżanka z pracy... To jest bardzo trudne, ale warte dążenia. Trzeba wyrzec się nienawiści.
Nie chodzi o to, żeby być ascetą. Nie chodzi też o to, co robili np. niektórzy ludzie w wiekach średnich - że sprzedawali dosłownie wszystko co mieli i szli żebrać. Ale chodzi o to żeby w duchu nie przywiązywać się do dóbr materialnych, a nawet do swojego zdrowia i... Życia. Wielu (zwłaszcza ateistów) śmieje się wtedy i mówi - "a w takim razie dlaczego wy chrześcijanie nie popełnicie zbiorowego samobójstwa". Nie popełnimy i będziemy żyć właśnie po to, by służyć, by jak najwięcej ludzi poznało, kim jest Pan, tak długo jak będzie nam dane.
Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Czasem na zewnątrz nic się nie dzieje. Nie ma wielkich ewangelizacji, tłumów ani wielkich przedsięwzięć. Czy taki czas jest gorszy? Nie! Wprost przeciwnie, to czas wzrostu i budowania się. Taki czas jest bardzo potrzebny, bo jak można pomagać innym kiedy samemu potrzebuje się pomocy?
Przyznam się że to spojrzenie całkowicie zmieniło moje podejście do ostatnich paru lat z życia. Teraz tamten okres jeszcze sprzed roku - to już nie patrzę na niego jak na wojnę. Raczej jak na pobyt na duchowej pustyni. A to wszystko zmienia. To, co uważałam za złe, upokarzające i gorzkie - stało się dla mnie w istocie słodkim lekiem na grypę. Na duchową grypę, którą wcześniej przechodziłam.
wtorek, 27 października 2009
Nie będziesz nigdy jak oni/e
Wczoraj zmartwiłam się, bo znowu okazało się że na roku jestem "wyrzutkiem". Po prostu jeśli po coś mam być potrzebna, to tylko po to, żeby kogoś informować albo żeby za kogoś mówić. Czyli schemat z podstawówki, gimnazjum i liceum. A ja znowu zaczęłam walczyć o akceptację w grupie. Tymczasem ten sen pokazał mi, że niepotrzebnie, że źle robię powielając ten toksyczny schemat.
Śniło mi się z absurdalnym początkiem za to z morałem na końcu. Mianowicie na początku tego snu wraz z doktorem T. i doktor S. obserwowaliśmy pewną kobietę z "wyższych sfer" w ramach pisania artykułu do gazety. W przerwie naszej dziennikarskiej "pracy" poszliśmy na kawę. I wtedy pan T. powiedział coś takiego: Ty A. nigdy nie będziesz taka jak one.
Wtedy się obudziłam i dotarło do mnie, że moja odwieczna walka o akceptację nie ma sensu. Bo tym samym zrozumiałam, że starając się być taka jak reszta, po prostu robię z siebie frajera i ośmieszam się. A nigdy nie będę taka jak oni, po prostu dzieli nas cała gama różnych doświadczeń i niekiedy poglądów różnych o 180 stopni. Możemy się normalnie komunikować i normalnie ze sobą być, ale w grupie zawsze będę na uboczu właśnie dlatego. To tak, jakby z dajmy na to psa usiłować zrobić panterę. Nie da się.
A poza tym grupę, która mnie akceptuje taką, jaka jestem - już mam :-)
niedziela, 25 października 2009
Zło dobrem nazwane
Po raz pierwszy, od kiedy Polacy są pytani o stosunek do eutanazji, tak wielu opowiedziało się za prawnym jej uznaniem - pisze Ewa Czaczkowska w Rzeczpospolitej.
– Prawo do decydowania o godnej śmierci jest głosem europejskim, laickim – uważa psycholog społeczny profesor Zbigniew Nęcki.
– To oznacza, że wzrasta liczba osób silnych, które chcą w pełni wziąć odpowiedzialność za swój los – dodaje etyk prof. Jacek Hołówka. – Wiele zależy od sposobu zadania pytania. Gdyby spytać Polaków wprost, czy są za skracaniem życia osobom, które cierpią, to pewnie większość byłaby przeciwko – uważa psycholog społeczny prof. Janusz Czapiński. Zwraca też uwagę, że inne badania, np. dotyczące aborcji, pokazują, że Polacy stają się raczej bardziej konserwatywni niż liberalni.
Z kolei prawnik ks. prof. Franciszek Longschamp de Berier zauważa: – Ludzie, którzy pozytywnie odpowiadają na pytanie o eutanazję, kierują się współczuciem, lecz ta zgoda niesie ze sobą dramatyczne problemy. Lekarz jest wszak od ratowania życia, a nie skracania go i decydowania, komu je skracać.Podaje portal CCM.
To pokazuje po raz kolejny, jak bardzo ludzie tracą w obecnych czasach rozeznanie, co jest dobre a co złe. To tylko jeden z wielu przykładów. Holocaustu nie było, Lenin chciał dobrze, komunizm sam w sobie nie był zły, aborcja na życzenie to nic złego, eutanazja jest dobra, samobójstwo świadczy o sile... Ile takich głosów słychać na co dzień?
Człowiek obecnie ogólnie stracił rozeznanie. Tymczasem z Holandii starsi ludzie uciekają do Niemiec, aby tam się leczyć a nie umierać. Współczesna Europa stała się umieralnią. Nie chodzi tu tylko o Holandię. Widzę ogólnie taki trend. Młodzi ludzie na całym świecie popełniają samobójstwa i jeszcze tworzą do tego ideologię-subkulturę zwaną emo. Życie teraz nic nie znaczy. A jeśli żyć - to tylko jako zdrowy, piękny i bogaty. I koniecznie młody.
To nie są czasy dla starych, brzydkich, upośledzonych...
Wielu z nas sądzi, że czasy okrucieństwa się skończyły na II wojnie światowej. A zabijanie słabszych to domena czasów starożytnych, ewentualnie średniowiecza. Tymczasem moim zdaniem właśnie teraz mamy ciemne wieki. Teraz mamy barbarzyństwo na masową skalę, i to nie to jawne, starożytne czy średniowieczne, ale takie w "białych rękawiczkach", ubrane w ideologię - ładny płaszczyk - nowoczesności, laickości i postępu.
Przeto iż poznawszy Boga, nie chwalili jako Boga, ani mu dziękowali, owszem znikczemnieli w myślach swoich i zaćmiło się bezrozumne serce ich. Mieniąc się być mądrymi, zgłupieli. - List do Rzymian 1, 21-22 (Biblia Gdańska).
czwartek, 22 października 2009
Kopniak w tyłek
A Tuśka urosła - 3 centymetry. I nikt teraz mi nie powie że to był dorosły pies kiedy do nas przyszła!
środa, 21 października 2009
Nie taki krzywulec ;)
Ino strasznie chudziutka jestem :-) Nawet na zdjęciach kości ;-) Coś marne to moje wnętrze :-)
Wreszcie mam chwilkę wytchnienia. Od jutra już mam też jeden wykład popołudniowy. A zajęcia no cóż, coraz bardziej podobają mi się zajęcia z dzieła teatralnego :-) Naprawdę dużo mogę się nauczyć, a od profesora nauczyłam się póki co jednego - w życiu liczy się pasja! Choćby najdziwniejsza i choćby najbardziej niecodzienna, ale ważne żeby mieć pasję.
Ludzie też są w porządku. Zdążyłam się już zakumplować z trzema dziewczynami. Nie jest źle :-)
niedziela, 18 października 2009
Dnia 7 listopada...
Dla mnie ta wiadomość, że to już, że to tak szybko... To jakbym dostała obuchem w głowę :-)
Ciekawe, ten rok jest równie rewolucyjny jak poprzedni.
Dziś rozmawiałam też z bliską mi osobą na temat praktyk New Age. Choć ta osoba należy do tzw. "wierzących niepraktykujących" , przyznała mi rację że te praktyki nie są obojętne dla naszego duchowego życia. Przyznała mi też, że ją zastanawia to, co dzieje się potem, co dzieje się z nami. I pomyślałam sobie że to byłby dobry punkt do zaczepienia.
Bo większość ludzi z mojego kręgu to osoby albo właśnie "wierzące niepraktykujące" albo niewierzące, dla których każda wiara to "opium dla mas". W sumie sami się dziwią ludziska, jak to, ja z takiego kręgu, taka "mądra" wcześniej i nagle, bęc! Taka przemiana. Każdy widzi we mnie tę przemianę i nikt nadziwić się nie może...
Rozmawiałam też z jedną dziewczyną na roku. I... Z tej rozmowy, w której wspomniałam jedynie, wspomniałam (!) li tylko że chrzest niemowląt jest praktyką niebiblijną i uzasadniłam swoje zdanie, zapytała mnie potem ile mam lat. Odpowiedziałam że tyle ile mam. A ona na to: "wiesz, ja tak widzę że wśród ludzi w naszym wieku jakoś tak bardzo trudno znaleźć poważne refleksje na temat wiary". To pokazało mi, że jednak młodzi ludzie dziś też szukają Boga, szukają odpowiedzi na sens życia i interesują ich takie kwestie, że potrzebują odpowiedzi na swoje pytania. Nie potrzebują religii, ale potrzebują odpowiedzi.
Ostatnio pracuję też nad tym, żeby nie przeklinać. Zwłaszcza w momentach nerwów. Jest to trudne do opanowania, czasem nawet bardzo. Ale wierzę że dam radę ;-)
sobota, 17 października 2009
Czasy trudne
Człowiek leży na mrozie i umiera. Nikt nie wzywa nawet pogotowia. Gdzieś obok upośledzona psychicznie dziewczynka zostaje brutalnie zgwałcona. Statystyki policyjne nie kłamią - narkotyki i alkohol wśród młodzieży są popularne i często spotykane. W szkołach powszechne są prześladowania słabszych czy ogólnie "innych". W pracy z kolei - wyzysk a czasem i molestowanie pracownic. O starych ludziach mało kto pamięta. Czasem tylko gdy zdarzy się morderstwo albo gwałt - ktoś bardziej albo mniej śmiało zapyta: gdzie był wtedy Bóg?
To jeszcze nie koniec. Nawet wśród zwykłych, "dobrych" ludzi widać swoistą znieczulicę. Po co pomagać biednym? Przecież wielu z nich to zwykłe nieroby... Po co dawać złotówkę żebrakowi? Przecież on i tak wyda to na kolejną wódkę... Po co podnosić człowieka z chodnika? Przecież może okazać się symulantem i złodziejem. Miłość bliźniego stała się tylko idealną teorią którą większość zamyka w murach kościołów i zostawia ją co najwyżej bardzo młodym i naiwnym duchownym. No właśnie, Kościół... Ten też nie jest traktowany poważnie. Nawet jeśli większość mówi, że wierzy w Boga, to zachowuje się tak, jakby w ogóle w Niego nie wierzyła i jakby nie miał dla nich żadnego znaczenia.
A to wiedz, że w dniach ostatecznych nastaną trudne czasy: Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, bezbożni, bez serca, nieprzejednani, przewrotni, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego, co dobre, zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący więcej rozkosze niż Boga, którzy przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy; również tych się wystrzegaj. 2 List do Tymoteusza 3, 1-5 (Biblia Warszawska).
Czy to proroctwo przypadkiem nie wypełnia się już od dawna na naszych oczach?

