wtorek, 9 lutego 2010
Ery zodiaku - ciekawy artykuł
Dzieci we mgle a Mur Chiński
Pisałam tu niedawno o tym, może nie wprost, że zachodnioeuropejska cywilizacja jeśli się nie cofa, to jest na pewno w jakiejś stagnacji. Żadna cywilizacja nie utrzymała się zbyt długo, gdy jej charakter ulegał zepsuciu, a już na pewno nie rozwijała się, lecz cofała.
Niedawno słyszałam historię Wielkiego Muru Chińskiego - miał chronić przed najeźdźcami Kraj Środka, ale Chiny niedługo po jego budowie zostały napadnięte aż trzykrotnie. Dlaczego? Najeźdźcy najnormalniej w świecie przekupili strażników! Tak słaby był charakter tych, którzy mieli stać na straży wielkiego kraju.
Tak jest i teraz, w Europie. Może nie musimy budować fortec ani murów, żeby się bronić przed upadkiem, ale czuję naprawdę wielki smutek, gdy słucham opinii na temat seksu, miłości, pieniędzy czy przyjaźni. Wielki upadek czasem zaczyna się od małych rzeczy.
Współcześni ludzie w naszej kulturze (a może już - niekulturze?) są trochę jak dzieci we mgle. Zagubieni w gąszczu rozmaitych filozofii, z których wybierają to, co im się akurat podoba i słuchają tego, co chcą usłyszeć. Często nawet już z nimi nie dyskutuję. Po prostu słucham. I nieraz odnoszę wrażenie, że słucham osoby która myli podstawowe pojęcia.
Długo ta nasza cywilizacja nie potrwa moim zdaniem.
poniedziałek, 8 lutego 2010
Co też ludzie nie wymyślą :)
- twoja stara obiera pietruszkę twarzą
- jak oszukali mnie baptyści
- jak napisać opinię o sołtysie
- house md ułuda ateista
- dałam psu maślanke
- era wodnika 19 stycznia 2010 (to już??? a inni mówią o 2012 hehehe...)
- pierścionek chroni nas przed urokami
- świadkowie jechowy o przepowiedniach saby
- metoda prawoskretnej ptaszka matematyka (proszę, oświećcie mnie co to takiego!)
- pierscienie atlantow co pisze o tym pierscieniu kosciul
Hehe, widać tutaj niezłą pomysłowość słowotwórczą :-) A mówią że nasz naród taki mało twórczy!
niedziela, 7 lutego 2010
Kolejne przysłowie...
sobota, 6 lutego 2010
Czas miniony?
Złocone wahadło
spijało aromat
z babcinej kawy
chwiały się
kruche mleczne zęby czasu
w oczekiwaniu
na nową bajkę
równo o piętnastej dziesięć
piątek, 5 lutego 2010
Alternatywne spojrzenie na Księgę Joba
Mianowicie, często powtarza się (zwłaszcza w szkołach) że Job to taki czysty, ufający zawsze Bogu, no po prostu ideał. Wszystko pięknie ładnie. A z tego co wczytałam się w tą księgę - nie do końca.
Job był gotów wykłócać się z Bogiem i ludźmi. Niektóre wersety brzmiały niemal identycznie, jak dzisiejsze wpisy na forach internetowych, gdzie forumowicze obrzucają się ironicznymi zdaniami i aluzjami, jak choćby: Podobnych rzeczy słyszałem wiele; marni z was wszystkich pocieszyciele (Księga Joba 16, 2 - Biblia Warszawska). Nie wiem, czy takie "zrymowanie" wyrazów jest też w Biblii hebrajskiej, ale akurat w przekładzie Biblii Warszawskiej brzmi bardzo ironicznie i jakby z autentycznym niedowierzaniem. Nie oddaje tego za bardzo Biblia Tysiąclecia: Podobnie mówiono mi często. Zamiast koić, wszyscy dręczycie. Biblia Gdańska z kolei co prawda podkreśla przytyk w kierunku przyjaciół Joba, ale nie tak poetycko: Słyszałem takowych rzeczy wiele; przykrymi cieszycielami wy wszyscy jesteście. Abstrahując od warstwy słownej, widać w postawie Joba niemal agresję skierowaną do swoich przyjaciół.
Z drugiej strony, czy Job w swojej krytyce był tak do końca niesprawiedliwy albo odwrotnie - sprawiedliwy? Moim zdaniem nie bardzo, jeśli weźmiemy pod uwagę kontekst całej księgi. Przyjaciele, jak to przyjaciele. Starali się go pocieszyć, ale nie bardzo im to wychodziło. Poniekąd rozumiem tę postawę. Rozumiem postawę zgorzknienia i jakby agresji cierpiącego człowieka, który domaga się czegoś, ale sam nie bardzo umie to nazwać. Niekoniecznie chodzi tu o cierpienie fizyczne, cierpienie ciała udręczonego chorobą (cokolwiek to było - spotkałam się z dwiema interpretacjami: jedna mówiła o trądzie, inna o tzw. wrzodach pustynnych). Przez Joba przemawia przede wszystkim cierpienie psychiczne, duchowe i w pewnym stopniu także społeczne, poprzez wyobcowanie ze środowiska.
Księga Joba to jedna z moich ulubionych ksiąg w Biblii, ponieważ można ją rozważać na wielu płaszczyznach i na różne sposoby, w różnych kontekstach.
środa, 3 lutego 2010
Imigranci - nowe wzbogacenie?
Kocham Anglię jak drugą ojczyznę, ale coraz trudniej patrzy mi się na to coraz bardziej zagubione społeczeństwo.
Na tłumy świetnie ubranych ludzi, z obowiązkowymi kubkami pachnącej kawy w dłoniach, na wielkich pisarzy i genialnych biznesmenów tak totalnie bezradnych wobec podstawowych pytań o sens życia i o to, czym jest śmierć. Na ludzi, którzy mylą seks z sensem, na tych, którzy do tego stopnia chcieli być poprawni politycznie, że sparaliżowały ich tysiące sprzecznych pragnień ludzkich. Którzy głoszą bezkarnie dyrdymały niczym Amis – każdy ma prawo się zabić, jeśli chce - pisze Szymon Hołownia w felietonie Newsweeka.
Publicysta uważa, że jedyne, co może jeszcze uratować usychającą od korzeni starą Europę, to skrzyżowane z nią przyniesione skądinąd sadzonki – imigranci. Kierowca z jakiegoś afrykańskiego kraju, który – mimo kalectwa – uśmiecha się do wszystkich tak promiennie, że nie mają wyjścia i sami po chwili szczerzą zęby. Pokojówka w hotelu, która przyjechała z Macedonii, widzi moją Biblię, płacze i mówi zdanie, od którego statystyczny Brytyjczyk dostałby apopleksji, a statystyczny Polak dwóch pypci na języku: „Niech pana Bóg błogosławi”. Kelnerka z Filipin, która między daniem głównym a deserem w nawiązaniu do eutanazyjnej debaty dała mi przepiękny wykład o godności ludzkiego życia, przy której nic i nikt nie ma prawa majstrować" - pisze Hołownia.
Czy to prawda? Wydaje mi się że tak.Pewnego razu rozmawiałam przez gadu-gadu z przyjacielem, który opowiadał mi o reportażu, który swego czasu nadawał jeden z kanałów telewizyjnych - na temat muzułmanów w Turcji. Muzułmanie mieli wypowiadać się o sobie, o swoim stosunku do islamu i do miejsca religii w ich życiu. Zdania były bardzo zróżnicowane: od najbardziej fanatycznych do całkiem liberalnych, wręcz ocierających się o agnostycyzm. Jednak najbardziej interesujące było zdanie jednej młodej tureckiej muzułmanki: "Europa jest z zewnątrz piękna, ale w środku pusta".
I coś w tym zdaniu jest. Europejczycy dawno już nie wierzą w zasady wyznawane jeszcze przez swoich dziadków czy pradziadków. Zapanował wszechobecny relatywizm moralny i wcale się tego nie ukrywa, a nawet naucza o tym na uniwersytetach (wiem to z doświadczenia). Widzę też, szczególnie po rozmowach z moimi rówieśnikami - jak bardzo młode pokolenie szuka jakichś wyższych wartości, ale nie może ich znaleźć, jakby było z jednej strony na nie zamknięte, a z drugiej to te wartości chyba zostały też zamknięte w muzeach i książkach.
Czy w związku z tym imigranci to takie złe zjawisko, jak czasem się słyszy? Może odnowa moralna przyjdzie do nas z Chin, Brazylii albo Oceanii?
Jakiś czas temu czytałam wywiad z nastolatką z Republiki Konga, o tym jak wygląda życie tamtejszych młodych ludzi i o ich stosunku do starszych ludzi, do rodziców. Powiedziała, że w Kongo rodzice i w ogóle starsi ludzie są otoczeni przez młodzież wielkim szacunkiem i była bardzo zdziwiona, że w Europie dzieci już w wieku wczesnoszkolnym nie mają szacunku dla swoich rodziców i że są tak rozpieszczone.
W końcu - czy zawsze centrum cywilizacji i kultury będzie w leniwej, chciwej i rozpieszczonej Europie Zachodniej? A kto wie, może Rwanda będzie za pół wieku krajem kwitnącym, który wyda na świat znanych poetów i pisarzy, a Ukraina i Mołdawia wzbogacą się tak, że to tam będą przyjeżdżać studenci z całego świata? A po Niemczech, Francji i Anglii będą włóczyły się hordy barbarzyńców. Już tak przecież kiedyś było...
wtorek, 2 lutego 2010
Przemądrzały a mądry
Ale uwaga! To nie znaczy że Biblia potępia naukę czy mądrość samą w sobie. Wprost przeciwnie, zachęca do zdobywania wiedzy, do poznawania, do nauki, tak życiowej jak i teoretycznej. Głupota jest wyraźnie potępiona: Prostacy dziedziczą głupotę, lecz roztropnych wieńczy wiedza. (Przypowieści Salomona 14, 18), jak też: Pani Głupota jest rozwiązła, pusta i bezwstydna. (Przypowieści Salomona 9, 13).
Przejdę może jednak do sedna.
Pastor powiedział mianowicie, że między człowiekiem przemądrzałym a mądrym jest wielka różnica. Człowiek przemądrzały wypowiada się o wszystkim i sprawia wrażenie, jakby wszystko wiedział. Pomijając oczywisty w dzisiejszym świecie fakt, że w zasadzie każda dziedzina wiedzy jest wysoce wyspecjalizowana i nie da się wszystkiego wiedzieć, jednak ludzie przemądrzali nie poprzestają tylko na "swojej" działce czy nawet pobliskich. Oni wypowiadają się na każdy temat, nawet jeśli zupełnie ich nie dotyczy i nie mają kompetencji, żeby o danym temacie mówić.
Człowiek mądry natomiast, jeśli na czymś się nie zna, to milczy i raczej sam chce się uczyć, niż kogoś poucza.
To spowodowało we mnie refleksję nad moim postępowaniem i myśleniem w sumie jeszcze niedawnym. Angażowałam się w fora o rozmaitych tematach, pisałam blogi na różne tematy, także wysoko specjalistyczne (ten blog także mało brakowało a stałby się kopią innego bloga o zupełnie innej tematyce). No i tu pytanie: po co? Zmarnowałam tylko swój czas na niepotrzebne nerwy, na kłótnie z ludźmi którzy wcale nie mieli ochoty na zgłębianie swojej wiedzy na tematy choćby medyczne. Stąd już nie chcę i nie mam ochoty nawet brać udział w forum takim czy innym. Mój czas tam minął. Medycynę zostawiam lekarzom, niech zajmą się tym ludzie o większej wiedzy niż ja czy nawet tamtejsi administratorzy i radziłabym to samo zrobić innym, ale czy to zrobią to już nie moja sprawa.
Tak, ja też byłam przemądrzała. Starałam się błyszczeć wiedzą na różne tematy, nie zawsze mając naprawdę dużą wiedzę. A wszystko tylko po to, żeby pokazać sobie i innym rzekomo wyższą wartość. Rzekomo, ponieważ przez to wcale nie miałam jej wyższej. Wprost przeciwnie, tylko marnowałam czas i siły, podczas kiedy mogłam wykorzystać je na coś o wiele bardziej pożytecznego.
Może to znak, że chociaż być może w oczach niektórych ludzi zgłupiałam - to paradoksalnie... Zmądrzałam?
poniedziałek, 1 lutego 2010
piątek, 29 stycznia 2010
Morze Czarne
No i jestem zaskoczona niezwykłym bogactwem przyrody tego rejonu. Zwłaszcza zdziwiła mnie informacja, że w Morzu Czarnym w okolicach Rumunii co prawda, ale jednak - pływają rekiny i koniki morskie (te ostatnie z tego co widziałam na zdjęciach są urocze). Jednak spotkałam się też z informacją, jak mocno człowiek zniszczył i niszczy nadal ten bogaty ekosystem... Kazachstan chce chociażby przeprowadzić jakiś rurociąg przez Morze Czarne. Niszczą je też zanieczyszczenia ze statków, rolnictwa i fabryk. A zniszczenie spowodowało z kolei rozmnożenie się ogromnych ilości meduz w tej okolicy, które w pobliskiej Rumunii sprawiają podobno dość dużo kłopotów.
Tam gdzie jadę woda jest z tego co słyszałam czysta, bo i nawet nie ma z czego jej zanieczyścić. Szkoda tylko, że człowiek w imię zysków potrafi zniszczyć tak piękny świat...
czwartek, 28 stycznia 2010
Kokosy
A z jednej palmy podobno można uzyskać rocznie 75 orzechów. Każdy taki kokos co ciekawe - jest tłustszy i ma więcej białka niż mięso wołowe. W krajach tropikalnych na dodatek z kokosa robi się mydło, które bardzo dobrze się pieni a przy tym nie zanieczyszcza wody. Ma dużo witaminy C i potasu.
Orzechy kokosowe rosną teraz w zasadzie w większości krajów międzyzwrotnikowych, ale najczęściej w Azji Południowej, Ameryce Południowej i Oceanii. Są na tamtejszych wybrzeżach elementem krajobrazu.
Swojego kurczaka zamierzam pokroić na malutkie kawałki i podsmażyć trochę z takim mleczkiem, dodać curry i sok z limonki (też nie jest droga - kosztuje mniej niż złotówkę), do tego ryż. Ciekawa jestem co z tego wyjdzie, ale domyślam się, że przynajmniej będzie ładnie pachniało ;-)
środa, 27 stycznia 2010
Mróz - małopolskie
Ostatnio patrzyłam na prognozy pogody w sieci, żeby porównać temperatury Moskwy i Krakowa. I wyszło że różnic praktycznie nie ma.
Idąc nad Wisłą z Tuśką zauważam od dobrego tygodnia że nawet środkowy nurt rzeki, zazwyczaj niepokryty lodem zimą - jest cały zlodowaciały. Do tego stopnia, że nieświadomy obserwator pomyślałby, że to po prostu dolina między wałami, a nie rzeka.
I tylko sama Tuśka jest zadowolona. Gdyby mogła, zrobiłaby mi całodzienną wycieczkę po śniegu i mrozie. Ale z takim futrem - to chyba każdemu byłoby ciepło, a tylko my musimy się ubierać...
wtorek, 26 stycznia 2010
Katolik = samo zło?
Nie! Chrystus kocha ludzi z każdego kościoła i nie ma dla Boga znaczenia, czy jesteśmy baptystami, czy katolikami czy adwentystami.
Kiedyś pamiętam na jednym forum Onetu stanęłam w obronie katolików gdy pełen nienawiści do nich ateista bluzgał na nich jak tylko się dało. Ciekawe tylko że jako argumentu w swojej awanturze użył nocy św. Bartłomieja. Gdyby mieć takie podejście, to już prędzej ja powinnam bluzgać i wyzywać, a tego nie robię. A poza tym - czy każdego katolika żyjącego w XXI wieku należy utożsamiać z tymi, którzy mordowali w nowożytności? To tak, jakbym teraz każdego Niemca oskarżała o Holocaust...
Znam paru katolików, będących ludźmi bardzo oddanymi Bogu i naprawdę gorąco wierzącymi. Podczas gdy wśród młodzieży protestanckiej widziałam osoby, dla których Harry Potter był ważniejszą postacią niż Jezus...
Niedawno jadąc tramwajem zobaczyłam plakat Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego, którego członków bardzo szanuję ze względu na ich ciężką pracę wśród najuboższych na całym świecie. Czy teleewangeliści, ubrani w najmodniejsze garnitury i jeżdżący własnymi samochodami - byliby w stanie to porzucić i pojechać do Sierra Leone żeby służyć dzieciom ulicy?
Nie przekreślajmy zatem każdego katolika, tylko dlatego że jest katolikiem.
A Jan odpowiadając, rzekł: Mistrzu, widzieliśmy takiego, który w twoim imieniu wygania demony i zabranialiśmy mu, ponieważ nie chodzi z nami. Wtedy Jezus rzekł do niego: Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami. (Ewangelia św. Łukasza 9, 49-50).

