sobota, 28 listopada 2009

Przy piecu

Przy piecu

Wszyscy
nareszcie
z miasta
do domu

święta

stary zegar
stary piec
stare życie
wygrzewa się na węglu

można spokojnie spalić
i puścić z dymem
cały zeszły
rok

czwartek, 26 listopada 2009

Co dał, to wziął

Ostatnie dni pokazały mi pewną lekcję z Bożej szkoły. Mianowicie lekcji nie walczenia o coś za wszelką cenę i nie przywiązywania się za bardzo do tego, co jest tu na ziemi (choć to nie oznacza nie przywiązywania się w ogóle!).
Przywiązywanie się do rzeczy albo do ludzi jest wpisane w naturę człowieka. Jest naturalne i w sumie zdrowe. Problem rodzi się wtedy, kiedy jest nadmierne. Kiedy rzecz albo człowiek, nawet jeśli jest mądry i dobry - zasłania nam Boga.
To bardzo trudna lekcja, ale myślę że dość ważna po to, żeby iść naprzód.
Przychodzi mi tu na myśl werset z Księgi Joba, rozdziału pierwszego, wersetu dwudziestego pierwszego:
i rzekł: Nagi wyszedłem z łona matki mojej i nagi stąd odejdę. Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione.

środa, 25 listopada 2009

Mową moją łojczystą pisane o telewizji

Dębie Małe to majo wiecej anten niż ludzi. Ze dwa razy tyle abo i wiecej. Ano choćby u doktora Mirka jest ich ze dwie, jedna taka satelitarna, druga to z czasów chyba jeszcze nawet komuny, bo doktor to lubi sobie majsterkować ze starymi antenami. Abo jak u księdza Tomka. Ksiondz to ma anten a anten, tych ci u niego dostatek, ba, on czasem z doktorem sobie siedzi tylko i nic nie robi ino te anteny naprawia.
A ludziska na publiczno i prywatno telewizje narzekajo. I tym Dębie niczym od reszty Polski sie nie różnio.
- Popacz Stasiek - rzecze Maciek do sąsiada. - Ciągle ino o tej Tysiącowej abo o Lepperze, no niedobrze już sie robi. -
- Tysiącowa i Lepper to nic jeszcze - mówi Stasiek - Gorzej że ja płace prosze ciebie abonament, a tu pół dnia reklamy leco, a kiedy ja po robocie z pola wracam, to nic nie ma tylko program reklamowy Banan. -
- No co prowda to prowda - odpowiada Maciek. - Ale nic tylko afery i afery. -
- A wisz ty co Maciuś? Bo ja myśle, że jak my płacimy ten cały abonament, to powinno być tak, że to my decydujemy o tym co oglądamy. -
- Otóż to Stasiu, otóż to! A co to Dębie gorsze od Warszawy abo Krakowa? -
Od słowa do słowa i dawaj robota dla doktora Mirka. Ido do niego Stasiek z Maćkiem.
- A dzień dobry doktorze! - mówio zza płotu.
- A dobry dobry, nie taki dobry - odpowiada doktor.
- A cóż to sie stało że niedobry? -
- No najpierw w przychodni mi sie kawa na całe recepty wylała, a potem mi antena siadła, a kiedy już zaczeła działać, to wszędzie ino o wojnie światowej i reklamy z Banana. -
- No my właśnie w tej sprawie do doktora - mówi Maciek.
- Recept czy anteny? -
- Jasne że anteny. -
- A co ja moge? -
- No bo pomyśl pan tylko - mówi Stasiek - płacisz pan abonament, nie? -
- No, nie - odpowiada doktor.
- Ale ja płace i inni też, wiec dlaczego ktoś spoza naszej wsi ma decydować o tym co oglondamy? -
- No racja - zgadza sie doktor.
- To może byśmy własną telewizje zrobili? -
- No dałoby sie, ale przecie my sprzetu nie mamy nic nie mamy a w ogóle to co byśmy zrobili? -
- Mam pomysł - mówi Maciek. - Popytajmy ludzi co by chcieli oglondać a wtedy pomyślimy. -
No i tak zrobili. Nastepnego dnia sie spotkali. Doktor jak zawsze pykał fajke, a Maciek spisał notatke z pytań.
- No to co panowie - mówi Stasiek - Do roboty! -
- E, do jakiej roboty - mówi doktor - na co nam ta wiedza jak sprzętu ni ma. -
- No to nic trudnego - Maciek ma pomysł bardzo chytry.
- Ale jak? -
Jutro każdy we wsi sie dowiedział. Na każdym słupie wisiał napis: "Od dziś na waszym ostatnim kanale jest telewizja Dębie, dębska dla Dębian!"
No i ludziska powłączali ostatni kanał, na którym nigdy nic nie było, co najwyżej trzaski i kropki.
Rozalka mówi potem do Maćka:
- Popacz Maciuś tylko jak to nasza telewizja dębska, no już jest, byleby obraz był! -
- No tak Rozalko, no tak - mówi Maciek. - Ale lepiej to już przełącz na meczyk na dwójce. -

wtorek, 24 listopada 2009

Zaczyna się nowe

Dziś będąc w przychodni dowiedziałam się dość niemiłej informacji, aczkolwiek to stanowi punkt wyjścia moich rozważań: doktora T. od Nowego Roku nie ujrzę już w tej przychodni.
Dla mnie to jeszcze jeden z kilku znaków, że kończy się na całkiem już - jeden etap w moim życiu, a zaczyna nowy.
Pierwsza wizyta u niego zbiegła się w czasie z okresem praktycznej wojny, ciemności i zamętu. To był czas, kiedy dopiero odnajdywałam swoją drogę, kiedy wiele jeszcze musiałam w sobie naprawić. Wiele się działo przez ten czas. To między innymi tymi wizytami w przychodni posłużył się Pan, bym przejrzała na oczy i zobaczyła, na jakim tak naprawdę fundamencie stałam.
Teraz wiele się zmieniło, bardzo wiele. Poznałam wspaniałych, nowych ludzi, zobaczyłam prawdziwą przyjaźń, zdałam maturę, poszłam na studia, porzuciłam pewien niszczący mnie nawyk (o czym może niedługo napiszę) ochrzciłam się... A co najważniejsze, wzrastam w relacji z Bogiem.
Stare bezpowrotnie się skończyło. Zamyka się kolejny rozdział mojego życia, zamyka się i wkrótce po ostatnim zdaniu zostanie postawiona kropka. Chyba nadszedł czas, aby pisać nowy rozdział.

niedziela, 22 listopada 2009

Antysemityzm starożytny

Antysemityzm. To przykre zjawisko w opinii wielu ludzi ma początek w średniowieczu, a rozwinęło się w wiekach XIX i XX. Jednak średniowiecze nie wytworzyło nic nowego, co najwyżej dodało nowe treści. Antysemityzm sięga daleko głębiej w czas.
Zaczął się można powiedzieć już w starożytnej Grecji. Grecy zetknęli się z Żydami i ich kulturą, a także religią już w czasach wielkiej kolonizacji - około IX/VIII wieku p.n.e. Dla Greków i dla innych ludów starożytnych - niepojęte było to, by bóstwo nie miało widzialnej postaci czy to zwierzęcia, czy to człowieka. Ponadto - dla starożytnych wiara w jednego Boga (monoteizm) była praktycznie traktowana na równi z ateizmem. W tamtych czasach bowiem pobożność była równoznaczna z czczeniem wielu bogów, ślady tego można nawet odnaleźć w Dziejach Apostolskich, w opisie mowy Pawła do Ateńczyków, który aby trafić do ich mentalności, używa słowa "pobożni" - a więc czczący wielu bogów. Greków dziwiła także pewna izolacja Żydów od innych ludów. Stąd około I wieku p.n.e Dionizos z Sycylii wywnioskował, że naród żydowski pochodzi od... Trędowatych!
Żydzi w mniemaniu greckich politeistów byli więc nie dość, że nietykalni (jak trędowaci), to jeszcze bezbożni. Doczekali się też w czasach rzymskich epitetu - leniwi. Wśród Rzymian niepojęte było, jak można nie pracować regularnie przez jeden dzień w tygodniu. Rzymianie zakaz pracy w sabat traktowali jak niezrozumiały zabobon, a tłumaczyli go lenistwem Żydów. Było to jednym z powodów, dla których wybitni Rzymianie - w tym Seneka - uważali naród żydowski za psujący moralność Rzymian.
Starożytni nie mogli zrozumieć też zupełnie faktu, że Żyd nie spożywa wieprzowiny. Dla innych ludów niejedzenie jakiegoś pokarmu oznaczało, że dana rzecz jest święta. Stąd w ich mniemaniu prosta droga do wniosku - dla Żydów świnie są święte. Plutarch pisał nawet, że Żydzi dlatego uważają świnie za święte, ponieważ nauczyły ich uprawiać rolę.
Grecy byli także przekonani co do tego, że Żydzi w swoich synagogach dokonują rytualnych mordów na Grekach - czy nie przypomina to trochę naszego, polskiego "mordowania dzieci na macę"?

sobota, 21 listopada 2009

"Pochowajcie urazy i zwłoki..."

Jako motto tej notki chciałabym najpierw umieścić fragment tekstu piosenki Jacka Kaczmarskiego "Koniec wojny trzydziestoletniej":
- Zaprzestańcie wzajemnych podbojów.

Korzystajcie z dobrodziejstw pokoju.
Pochowajcie urazy i zwłoki
I dojrzyjcie do nowej epoki...
(Pełny tekst: tutaj)

I w moim życiu psychicznym, jak też duchowym (a może lepiej - odwrotnie?) nadeszła nowa epoka. Pochowałam (chyba) wszystkie "urazy i zwłoki", straszydła przeszłości.
Przede wszystkim nie mam już za złe niczego ludziom z poprzedniej społeczności. Nie mam im za złe, że gdy potrzebowałam pomocy, to jej nie otrzymałam. Ale z drugiej strony, gdyby tak się nie stało, nie doznałabym nawrócenia być może. Nie pojechałabym wtedy na tamten Tydzień Ewangelizacyjny, nic by się nie zmieniło. Nie mam im za złe, że nie mogli mi pomóc - po prostu to, co przechodziłam w tamtym okresie, prawdopodobnie ich przerastało i nie mam im tego za złe.
Nie mam też za złe tamtemu człowiekowi, który wciągnął mnie w New Age - ludzie, którzy wciągają innych w tę ideologię, najczęściej głęboko wierzą w to co mówią, a jeśli nawet chodzi im tylko o zysk i podporządkowanie drugiej osoby - to jaki ma sens to, że będę ciągle o tym myśleć i żyć tym co było? W takim sposób nie zmienię nawet jednej setnej świata wokół mnie. Lepiej skupić się na tym co jest i na tym co będzie, na tym żeby mówić innym o zagrożeniach ze strony tej ideologii, a nie na potępianiu ludzi, którzy już byli - bo co osiągnę przez potępienie? Nic.
Nie mam nikomu już nic za złe. Smuci mnie tylko to, że moja poprzednia społeczność tak bardzo schodzi w dół, że coraz więcej w niej "świata". Smuci mnie to i przeraża, podobnie jak to, jak bardzo New Age wchodzi do dziedzin życia nawet zupełnie niezwiązanych z religią i filozofią.
Pamiętam. Ale nie rozpamiętuję. Nie użalam się nad sobą. To, co stare, już pochowałam. Dojrzałam do nowej epoki. Korzystam z dobrodziejstw pokoju - tego w mojej rodzinie, wśród znajomych i we mnie. A jeśli podbój - to słowem, a nie mieczem.
Żyję. Teraz to mogę powiedzieć od niedawna.

piątek, 20 listopada 2009

Bezdomni

Jakiś czas temu miałam spotkanie w grupie moich rówieśnic. Przyjechała znajoma mojej koleżanki z innego miasta. Opowiadała nam o swojej pracy w ośrodku dla bezdomnych, gdzie załatwia im rozmaite dokumenty.
Zapytałam ją czy to prawda, co jest obiegową opinią, że bezdomni to nieroby i nałogowcy. Odpowiedziała mi że to tylko stereotyp. Że owszem, dużo jest wśród bezdomnych alkoholików i narkomanów. Ale równie dużo jest ludzi, którzy na przykład ciężko zachorowali, a rodzina nie chciała ich utrzymywać.
Opowiedziała nam historię pewnego człowieka. Ten człowiek zanim wylądował na ulicy był profesorem na jednej ze znanych polskich uczelni. Jednego dnia zdarzył mu się wypadek gdy był na mieście. Był w stanie śpiączki przez kilka miesięcy. Przez te kilka miesięcy cała rodzina i żona - spisali go na straty bo stwierdzili że nigdy nie będzie sprawny i nigdy się nie wybudzi. A to byli też profesorowie na wyższych uczelniach. Kiedy ten człowiek wybudził się ze śpiączki, nie miał dokąd się udać. Nie miał nikogo. Nie mógł wrócić ani do pracy, ani do rodziny, ani do "przyjaciół". Tak stał się bezdomnym.
Uzależnienia też bywają niszczące. Nie jest to też prawda, że bezdomni mają tylko lat ponad 40. W tym ośrodku była też mała grupka ludzi tylko o parę lat starszych ode mnie - wąchali klej. Ich mózgi były tak bardzo uszkodzone, że mogli poruszać się tylko przy pomocy chodzika.
Wielu bezdomnych to także ludzie chorzy psychicznie - chorzy na schizofrenię, na depresję maniakalną i inne ciężkie schorzenia, niezdolni do pracy, niepełnosprawni - których rodziny nie chciały mieć tego "wstydu" w domu.
Nie jest też do końca prawdziwy pogląd, że bezdomni to nieroby. W mieście, gdzie pracuje ta znajoma, była kiedyś akcja tworzenia miejsc pracy dla nich w marketach - jako osoby sprzątające, przynoszące towary i inne prace nie wymagające zbyt dużych kwalifikacji, jednak bardzo ważne przy życiu społecznym. Okazało się że problemem nie byli bezdomni. Problemem byli ludzie, którzy się ich bali - tak silna jest w społeczeństwie stygmatyzacja bezdomności.
Oczywiście, nie brak też osób, które są po prostu uzależnione od alkoholu. Wtedy po prostu przy pierwszym upiciu się jest z nimi rozmowa, a po drugim - wyrzucenie z ośrodka. W ośrodku bowiem nie wolno pić alkoholu ani zażywać narkotyków. Przy narkomanach sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Jeśli człowiek jest uzależniony od np. heroiny, wtedy musi leczyć się w specjalistycznej placówce.
Ta rozmowa ze znajomą dała mi dużo do myślenia. W moim mieście jest dużo bezdomnych. Może jeden z nich był kiedyś także profesorem?

środa, 18 listopada 2009

Prawosławni potrzebni od zaraz!

Chodzi o moją prackę naukową... Jak nic w necie nie znajdę to idę do cerkwi krakowskiej.
A konkretnie chodzi o Psalmy w Kościele Prawosławnym.

wtorek, 17 listopada 2009

Jakie mamy prawo?

Ucząc się antropologii kultury widzę, że jednak mimo pięknych słów nadal w naszej europejskiej mentalności tkwi poczucie wyższości wobec rdzennych mieszkańców Afryki, Azji, Australii i obu Ameryk. Bo np. dlaczego ciągle używa się słów "kultura pierwotna"? Dlaczego gorszymi określa się ludzi, którzy nie pasują do podobno racjonalistycznego i podobno nowoczesnego światopoglądu?
Jakie w ogóle my, Europejczycy, mamy prawo do oceniania innych kultur? No i wreszcie - jakie mamy prawo do twierdzenia o naszej wyższości? Czy rzeczywiście postęp społeczny i techniczny to wartość sama w sobie? Czy w razie jakiejś wielkiej awarii czy kataklizmu - poradzilibyśmy sobie bez Internetu, prądu i gazu? Bo myślę że nie... A członkowie pewnych plemion nawet by tego nie odczuli.
Dziś jak widać nadal nie wyzbyliśmy się poczucia wyższości i pewnego rodzaju zarozumialstwa, choć jak małe dzieci wypierające się pieluch i smoczków - wypieramy się przodków którzy w imię "Boga" mordowali i palili na stosie. Ale czy to Aborygeni rozpętali II wojnę światową? Czy to owe "kultury prymitywne" stworzyły bombę atomową?

niedziela, 15 listopada 2009

Niepedagogicznie


Ojciec
rozbija szklankę
matka topi awantury
w listach do kolegi z pracy

a córka

ze świadka procesu rozwoju
swojego ciała i umysłu
stała się świadkiem Jehowy.

Sąsiedzi
gaszą światła.

czwartek, 12 listopada 2009

Dzieje żołnierza i repatrianty

Czytając "Eneidę" doszłam do wniosku, że jakby się postarać, to można by i "Iliadę" i "Odyseję" przenieść bardzo dobrze w czasy II wojny światowej i wczesnych lat powojennych.
Troja mogłaby być Warszawą. Albo Stalingradem. Odyseusz jechałby pociągiem towarowym przez pół Związku Radzieckiego do Polski. Okrucieństwa wojenne w swojej wymowie są takie same, mimo upływu 3000 lat.
Greków zastąpiliby Niemcy, a Trojan - Polacy, albo odwrotnie. Tu interpretacje mogą być całkowicie dowolne.
Tylko czy w tej sytuacji byłaby jeszcze Itaka. I co byłoby tą Itaką. Itaką mogłaby być mała wioska na Kresach Wschodnich - i tu Odys nie miałby dokąd wracać i to nawet byłoby jeszcze ciekawsze w tej przeróbce. Albo Itaka byłaby emigracją. Albo miasteczkiem na Ziemiach Odzyskanych.
I czy w ogóle dałoby się zrobić taką parafrazę Homera. Byłoby ciekawie.

środa, 11 listopada 2009

Moralność

Nasza kultura bardzo wypaczyła rozumienie moralności.
W większości przypadków moralność większości ludzi kojarzy się tylko z jedną sferą - seksem. Ostatnio miałam rozmowę z koleżanką ze studiów na temat różnic między moim kościołem a jej. Nie pytała o teologię, nie pytała o nawrócenie, nie pytała o symbolikę chrztu. Zapytała tylko: "a wy przestrzegacie przykazania nie cudzołóż?". Powiedziałam jej wtedy, że to jest właśnie wypaczone spojrzenie naszej kultury. Zaczęła wtedy bardzo stanowczo zaprzeczać, ale ja pomyślałam sobie tylko: dlaczego w takim wypadku nie zapytałaś o inne przykazania?
Grzechy w sferze seksu niczym nie różnią się od tych popełnianych w innych sferach naszego życia. Jednak ludzie w większości myślą inaczej. Dlatego tak trudno wśród osób wychowanych w naszej kulturze, szczególnie tych starszych, przekonywać ich że coś robią złego w swoim życiu, że coś jest nie tak w tym co robią - no bo jak pokazać komuś że coś robi nie tak, skoro on nawet o rzekomo złych sprawach nie myśli?
Stąd tak duże wypieki na twarzach budzą homoseksualiści, biseksualiści, pedofile, ludzie którzy żyją w poligamicznych związkach, prostytutki, zoofile... Można przykłady mnożyć.
Ale nie zwraca się zupełnie uwagi na inne złe rzeczy. Nikogo nie obchodzi to, że ktoś zaniża swoje dochody w zeznaniach podatkowych, przez palce patrzy się na lewe zwolnienia lekarskie. Jeszcze nie tak dawno o kimś, kto wynosił z zakładów pracy różne rzeczy mówiło się że jest "zaradny". Tu lista jest naprawdę długa, kto wie czy nie dłuższa niż zła seksualne.
Stąd też bierze się hipokryzja. Większość ludzi myśli o sobie że jest w porządku - bo myślą że skoro "nie robią" pewnych rzeczy, to automatycznie oznacza to że są lepsi od tych którzy je "robią".
Warto się nad tym zastanowić. Na ile rozumiemy naszą moralność biblijnie a na ile - ludzko i kulturowo? Jedno z drugim bowiem nie ma w wielu wypadkach nic wspólnego, choć rzekomo nasza kultura jest oparta na chrześcijaństwie - tylko jakoś tego chrześcijaństwa w tej naszej kulturze nie widać...

niedziela, 8 listopada 2009

Czas błogosławiony

Wczorajszy i dzisiejszy dzień mogę z powodzeniem nazwać błogosławionym czasem. Czasem spędzonym z Bogiem i ludźmi. W każdej perspektywie te dwa dni były dla mnie wspaniałe :-) I naprawdę fantastyczne, bardzo miło i ciepło będę je wspominać przez całe życie.
W czasie uroczystości chrztu było nas pięcioro. Odbyło się wszystko na basenie w starej kamienicy w centrum miasta. Na początku pastor wypowiedział krótkie wprowadzenie, dlaczego chrzcimy tak a nie inaczej - dlaczego w wieku świadomym i dlaczego akurat przez zanurzenie, a nie przez polanie wodą głowy czy pokropienie. Potem były pieśni i modlitwa.
Następnie każdy z nas wchodził do wody. Pastor pytał o wiarę - w Boga Ojca, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego. No i potem był ten moment zanurzenia :-) Przyznaję że w pierwszej chwili trudno mi było opanować wyrobiony we mnie przez lata odruch wynurzania się z wody ;)
Po wysuszeniu się porozmawiałam chwilę z JF, Haereticusem i Dzielną, (z JF i Dzielną widzieliśmy się trochę przed uroczystością) - i poszłam do domu.
Od dziś z kolei stałam się oficjalnie członkiem Kościoła Chrześcijan Baptystów w Rzeczpospolitej Polskiej. Dostałam Biblię i różę. Od znajomych też dostałam coś miłego :) Ale jeszcze milszy i ważniejszy był dla mnie czas spędzony z nimi i przede wszystkim z Bogiem.
Na koniec pozwolę sobie zacytować fragment jednej z naszych pieśni zborowych - "Chwała Jezusowi który za mnie życie dał!".

sobota, 7 listopada 2009

Happy New Life...

To już... Parę godzin temu.
Wspaniałe uczucie i wspaniały czas.
Co ja mogę więcej napisać? Cokolwiek nie napiszę, komentarz będzie zbędny :-) Radość w moim serduchu jest naprawdę ogromna :-)
Wspaniałe było też to, że mogłam w realu poznać trójkę przesympatycznych i bardzo ciekawych ludzi :-)

To już dziś..

Za niecałe 10 godzin moje nowe życie zostanie zapieczętowane... Stary człowiek umrze. Ale i narodzi się nowy.