poniedziałek, 6 lipca 2009

Trzy tygodnie - odc. 1

Upalny, lipcowy dzień dopiero się zaczynał. Po budynku krakowskiego Dworca Głównego przechadzały się nieliczne stadka gołębi. Przy kasach stały kolejki podróżnych. Na tablicy odjazdów i przyjazdów co parę minut pojawiały się nowe napisy. "Pociąg pospieszny do Warszawy Zachodniej przez Miechów, Kielce, Radom odjedzie z toru dziesiątego przy peronie piątym"...
Na ławce w poczekalni drzemał Franek. Pod głowę położył brudny beret i gazetę sprzed trzech dni. Miał podkulone nogi. Nie było mu zbyt wygodnie, ale ostatecznie, jak na takie warunki było całkiem nieźle.
Dworzec Główny w Krakowie był domem dla Franka od jakiegoś roku. On sam zresztą, odkąd żona wyrzuciła go na bruk, przestał liczyć czas. Liczył tylko wypalane papierosy i czasem wyżebrane pieniądze.
Promienie słońca padły na twarz Franka. Ten otworzył oczy, przetarł je i powoli wstał. Był przeraźliwie głodny, ale pierwszą rzeczą jaką zrobił było zapalenie papierosa. Wspominał sen, który przyśnił mu się nad ranem. Był to bardzo dziwny sen.
Śniło mu się, że jak zwykle zbierał złom po śmietnikach. Nagle przyszła mu do głowy myśl, by pogrzebać w worku z puszkami po piwie i coca-coli. W środku znalazł prawdziwy banknot. Nie, nie polski - zagraniczny. Chyba funt. Albo euro.
Zresztą, dla Franka nie miało to żadnego znaczenia, gdyż całe życie od paru lat było dla niego jednym wielkim snem, tak jakby nic innego nie robił tylko spał.

5 śladów:

Jotka pisze...

Hm. smutne.

P.S. dziękuję za odwiedziny :) widziałam pod spodem notki o maturze itp. ciekawa jestem, jakie kierunki obstawiasz? dokąd się wybierasz? :)

Anonimowy pisze...

Zapowiada się ciekawie ;) Czekam z niecierpliwością na kolejne części :) mandrynka

zimbabwe pisze...

Jotka, witaj! A wybieram się na filologię polską, a jak mi się nie uda to na socjologię.

Aniu, doczekasz się :)

Pozdrawiam :)

I.nna pisze...

Ad posta dot. wyjazdu do Wilna - jakby coś, to mogę Ci nocleg w Warszawie zaproponować. :) Tak sobie też myślę, że może na przykład z Białegostoku byłyby lepsze połączenia?

Jest jeszcze jedna opcja. W okolicach Bożego Narodzenia, a potem Wielkanocy, jest w Wilnie międzynarodowa wystawa psów (trwa przynajmniej dwa dni). Zwykle są chętni psiarze na to, żeby kogoś zabrać do samochodu w zamian za dołożenie się do kosztów paliwa. Ze dwa lata temu sama szukałam takiego towarzystwa. ;) A bez psa to już w ogóle jesteś super pasażerem. Także jak już zaplanujesz termin, to zajrzyj na dogomanię, a potem w Wystawach poszukaj wątku "wspólne wyjazdy". Psiarze lubią sobie pomagać.

PS. Byłam w Krakowie w niedzielę. Na Blogu Drobno Mielonym w ciągu najbliższych dni będę pisać o Waszych kawiarniach.

zimbabwe pisze...

Iwono, no właśnie patrzyłam na rozkłady jazdy i jednak nie trzeba jechać z Warszawy przez Białoruś, tylko bezpośrednio z Białegostoku właśnie :) Zatem jedynym problemem zostanie kasa. Pozdrawiam :)